Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza Bukowina Tatrzańska - Historia powstania

2009-10-10

MUNDUR, GAŚNICA, WĄŻ I PRĄDOWNICA-
MARZENIE NIEREALNE… CZYŻBY?

 

Z gaśnicą od kołyski

            Od najmłodszych lat obserwowałam mojego tatę, który słysząc syrenę alarmową, w pośpiechu zakładał mundur i nie przestrzegając przepisów ruchu drogowego, pędził na miejsce akcji. Czasem byłam na niego zła o to, że zamiast spędzić trochę czasu z córką jechał do pożaru. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że zamiast się obrażać, powinnam być z niego dumna, bo przecież bezinteresownie pomaga ludziom.

            Kiedy to do mnie dotarło, zaczęłam, się coraz bardziej interesować strażą pożarną. Też chciałam mieć swój mundur i gasić pożary. Jeździłam z tatą na zawody i ćwiczenia pożarnicze. Na akcje nie chciał mnie zabierać. No dobra… przepisy to przepisy.  

Zapał, praca się opłaca

W tym przeświadczeniu żyłam przez kilka lat, nie wchodząc tacie „w drogę”. Jednak po jakimś czasie zapał powrócił bardziej wzmożony. Razem z kumpelą Anią Sołtys zaczęłyśmy się nawzajem coraz bardziej „nakręcać” na założenie Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej.
            Przez ponad rok snułyśmy tylko marzenia i kombinowałyśmy, co zrobić, aby założyli w Bukowinie „młodzieżówkę”… Może zebranie materiałów sprzed kilkudziesięciu lat do kroniki , może trzeba w czymś pomóc strażakom, „jakoś się podlizać?”

Nie miałyśmy pojęcia, jak się za to zabrać, ale wiedziałyśmy jedno, że tak łatwo nie odpuścimy!

„Najtrudniejszy pierwszy krok”

Pewnego zimowego wieczoru, cała w stresie, zapytałam starszego brygadiera Józefa Galicy, czy są jakiekolwiek szanse na założenie MDP w Bukowinie Tatrzańskiej. Nie taki diabeł… znaczy wujek Józek straszny. Obiecał przekonać, kogo trzeba i… zdaje się przekonał.
            Pod koniec wakacji razem z Anią dałyśmy znać kilkunastu osobom, które naszym zdaniem mogłyby być zainteresowanie strażą.
Miałyśmy niezłego nosa. Stworzyłyśmy drużynę czternastoosobową i zaczęłyśmy po kryjomu działać. Bez wiedzy strażaków zorganizowałyśmy kilka spotkań. Anka załatwiła formalności (tzn. zgody rodziców), które zostały przekazane jednemu z członków zarządu OSP, druhowi Edwardowi.
            Pewnej niedzieli, kibicując drużynie OSP z Bukowiny Tatrzańskiej na zawodach sportowo- pożarniczych w Kościelisku, razem z Anią „dorwałyśmy” prezesa zarządu OSP, wujka Hodorowicza. Zaskoczyłyśmy go wiedzą na temat pożarnictwa ( przecież brałyśmy udział w Ogólnopolskim Turnieju Wiedzy Pożarniczej ),  i zapałem wiążącym się z założeniem MDP. W trakcie rozmowy wstępnie wyraził zgodę, dlatego z niecierpliwością oczekiwałyśmy dalszych decyzji.
            I tak mijały dni, aż któregoś dnia dowiedziałam się, że „młodzieżówka” została przekazana w ręce mojego taty.

No i zaczęliśmy działać. (06.09.2009.)
            Na początku września, miesiąc przed planowanymi obchodami 75- lecia naszej jednostki i poświęceniem nowego samochodu gaśniczego, MDP obserwowała strażaków, którzy trzy razy w tygodniu na placu parafialnym ćwiczyli musztrę.

Nareszcie zorganizowaliśmy pierwszą zbiórkę, na której poznaliśmy postawę zasadniczą, kilka komend i ćwiczyliśmy krok marszowy. Z ukrycia obserwował nas komendant Galica, od którego dostaliśmy polecenie intensywnego ćwiczenia i wzięcia udziału w defiladzie 04. października.
            Trenowaliśmy musztrę trzy razy w tygodniu przez cały wrzesień. Nieuchronnym krokiem zbliżała się oczekiwana przez nas uroczystość, a jak my w ogóle będziemy ubrani?

Zebraliśmy miary wszystkich młodych druhów . Trzy dni przed uroczystością mundury były już na remizie. Czerwona koszula, dżokejka, czarne spodnie i krawat. Wszyscy zadowoleni i zachwyceni.

„Już za parę dni, za dni parę…”(03.10.2009.)

To nie koniec pracy. Dalej ćwiczyliśmy, ostatnie przygotowania. Zdenerwowanie udziela się wszystkim. Mimo niskiej temperatury powietrza razem z Anią i kilkoma strażakami, zmarznięci udekorowaliśmy nowy samochód gaśniczy.


            Nadszedł upragniony dzień (04.09.2009.)                    
            W niedzielę obudziłam się dosyć wcześnie z radością, że to w końcu pierwsze wystąpienie MDP i ze smutkiem, że już nie będziemy w najbliższym czasie spotykać się kilka razy w tygodniu i ćwiczyć marsz, „drużyna stój”, „równaj w prawo”, „dwójki w prawo zwrot”, itp., itd., etc.
            Na remizie zebrali się wszyscy około godziny przed rozpoczęciem uroczystości. Pewnie z niemałym stresem wykonywali ostatnie przygotowania.

W tym czasie druhowie z „młodzieżówki” zamienili kilka słów z odświętnie ubranym mężczyzną, który, jak się później okazało, jest wiceminister MSWiA Zbigniew Sosnowski. Było to dla nas miłe zaskoczenie, że zauważył młodzież w czerwonych mundurach i chciał pogadać.

Przeraził mnie widok takiej ilości umundurowanych osób i świadomość tego, że nie mam pojęcia, kiedy, jako dowódca drużyny, mam wydać komendę „na prawo patrz”. No cóż. Spoko, tylko bez tremy, Olka! Jak wyjdzie, to wyjdzie. – pomyślałam…
            Komenda „marsz” i wszystkie kompanie krokiem defiladowym ruszyły do kościoła, gdzie została odprawiona uroczysta Msza Św.

Po Mszy na placu parafialnym zebrały się tłumy ludzi i co najważniejsze kompania honorowa OSP z Bukowiny Tatrz., kompanie reprezentacyjne: Szkoły Aspirantów PSP, policji, orkiestra Straży Granicznej, poczty sztandarowe, no i oczywiście Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza z Bukowiny Tatrzańskiej.

Odegranie hymnu państwowego i wciągnięcie flagi na maszt, powitanie wszystkich przybyłych gości, odznaczenie sztandaru i osób zasłużonych dla pożarnictwa, przemówienia.

W końcu najbardziej oczekiwany przez nas moment- defilada.

Słysząc komendę „kierunek w prawo maszerować”,  zmobilizowana młodzież w rytm bębna orkiestry ruszyła do pierwszej w karierze pożarnictwa defilady, nie unikając przy tym niespodzianki. Z lewej strony nacierała na nas kompania S.A. Nie wiedziałam co mam robić. W ostatniej chwili przypomniałam sobie słowa taty: „Olka, choćby nie wiem co się działo masz poprowadzić drużynę za strażakami z Bukowiny.”

Przerażony wzrok na dowódcę aspirantów i… ulga. Zrozumiał wcześniejszą prośbę taty: „Nie zadepcz mi młodych!”

Ruszamy. Motocykliści, dowódca uroczystości, dh Adam Romanowski, kompania OSP z Bukowiny, pod dowództwem druha Lolka i MY, a za nami aspiranci, policja i poczty sztandarowe prowadzone przez druha Piotra Hodorowicza. Kolumnę samochodów otwiera nasza zabytkowa Dogge, a w niej salutujący dh Stasik.

Po uroczystości najfajniejszy dla nas moment- impreza;) Świetna zabawa przy muzyce... aż nie chciało się wracać do domu.

                                                                                                                                                  Ola Kuchta  

Galeria zdjęć

Inne aktualności

« Wszystkie aktualności